Ostatnie wpisy | Coaching Wrocław | akademiaprzemiany.pl

Ostatnie wpisy

Pokarm dla umysłu

Święta mamy już za sobą, zatem czas na noworoczne postanowienia. Nie ma się co oszukiwać, niejednokrotnie będą się odnosiły do skutków świątecznego opróżniania lodówki w trybie przyspieszonym.
Jeżeli temat odchudzania albo jego braku jest Ci szczególnie bliski, to dziś coś właśnie dla Ciebie i to w bardzo niestandardowym wydaniu.
Niestandardowym, bo nieodnoszącym się do diety i ćwiczeń, a do procesów umysłowych i ich powiązania z językiem, krótko mówiąc z punktu widzenia lingwistyki kognitywnej.

Odpowiednie rozpoznanie terenu

W kręgach rozwojowych często toczą się dyskusje na temat tego, przy kim bardziej klient skorzysta i czy warto korzystać z pomocy osoby, która tematu nie doświadczyła lub czy terapeuta/coach musi być ekspertem w dziedzinie.
Zdania są podzielone, argumentacja w sumie żadna i bazująca bardziej na tym, w co kto wierzy.
Biorąc pod uwagę punkt widzenia klienta, który właśnie "czuje się przyparty do muru", "wylądował w dołku" albo "stoi na krawędzi" rozumowanie jest proste - ratuj się kto może, a ratunek przyniesie tylko ktoś, kto zna temat. Proste? Proste, ale nie do końca. Umiejętność radzenia sobie w danej sytuacji jest bardzo ważna, śmiem jednak twierdzić, że nie najistotniejsza. Wiedzą to z pewnością wszystkie osoby, które skorzystały z setek różnego rodzaju porad dotyczących danej sytuacji, a pomimo tego mają tendencję do prze

Dzień Edukacji Narodowej

Dziś Dzień Edukacji Narodowej, nie może więc zabraknąć i edukacyjnego wątku.
Nauka nie jest najbardziej lubianym przez nas procesem. Trwa długo, a wymierne efekty zainwestowanego w nią czasu widać dopiero po latach. Teoretycznie szansę na naukę mamy zawsze i wszędzie, rzecz w tym, że nie zawsze tylko tej nauki szukamy i nie zawsze chcemy ją z otwartymi rękami przyjmować.
Najtrudniej zaś jest przyjąć naukę, która jest sprzeczna z tym, w co wierzymy albo co przekazał nam niegdyś ceniony pr

Mniej znaczy więcej

Po wakacyjnej przerwie wracam z nową wersją strony i nadrabiam zaległości na blogu.
Tytuł "mniej znaczy więcej" może się niektórym kojarzyć z minimalizmem, ale to nie o tym w dzisiejszym wpisie będzie. Tytuł odnosi się do błędu koniunkcji lub inaczej złudzenia koniunkcji i stereotypów, którymi się kierujemy podczas oceny osoby bądź sytuacji.
O co tu chodzi? Jak to zwykle bywa, o matematykę, a dokładnie o rachunek prawdopodobieństwa, który tak chętnie ignorujemy w naszych "intuicyjnych" ocenach. Otóż okazuje się, że podążając za własnymi przekonaniami jesteśmy skłonni twierdzić, że bardziej prawdopodobne jest wystąpienie zdarzenia, które jest iloczynem dwóch lub więcej zdarzeń, niż tylko jednego z nich.

Sofizmat rozszerzenia

Okres wakacyjny sprzyjał przyjemnemu nicnieróbstwu i spowodował długą przerwę w aktualizacji bloga. Dziś się poprawiam.
Tych, którzy myśleli, że tematyka błędów logicznych i poznawczych się już wyczerpała, uprzejmie informuję, że jeszcze sporo w temacie zostało do powiedzenia. Warto jednak temat ciągnąć i uzupełniać swoją wiedzę. Dotyczy to szczególnie tych, którzy uważają, że otoczeni są przez manipulantów, którzy chcą ich oszukać, wykorzystać, emocjonalnie zaszantażować, itd. No sorry, nie. W większości wypadków, ludzie jednak nie mają takiej intencji. Za to bardzo często popełniają w swojej argumentacji błędy logiczne...

Niedowierzanie albo brak wyobraźni

Ludzie chętnie wzmacniają swój przekaz albo obalają argument swojego rozmówcy poprzez okazanie własnego zaskoczenia i/lub niedowierzanie. Argumentacja tego typu wygląda mniej więcej tak: "trudno mi to sobie wyobrazić" i w domyśle "więc to nie prawda", po czym następuje ucięcie rozmowy. To trochę tak, jakby ktoś postawił sam siebie w roli wyroczni i wykładni prawdy, ignorując kompletnie twarde dane liczbowe i statystyczne. Wbrew pozorom jest to bardzo popularny błąd logiczny.

Król życia

W cyklu błędów poznawczych, tym razem zajmę się bardzo ciekawym błędem, z którym spotykamy się będąc za granicą, zwłaszcza w krajach, w których jednostka monetarna jest znacznie silniejsza od naszej rodzimej.
Mowa tu o efekcie kontrastu, który polega na porównaniu cech dwóch obiektów (w tym przypadku kosztów/zarobków/rent/emerytur) i powiększaniu lub umniejszaniu ich wartości bazując na własnych odczuciach, a nie na użyciu obiektywnej metryki.

Post hoc ergo propter hoc

Jakiś czas temu znajomy zapytał, po co w ogóle skupiam się na temacie błędów poznawczych? Przecież są dużo fajniejsze tematy, które pompują dobre samopoczucie, a przecież chyba o to w życiu chodzi.
No cóż, nie zawsze. Czasami chodzi o to, by się nie skompromitować opowiadając jakieś fantastyczne historie, które więcej wspólnego mają z tym co się nam wydaje, niż z rzeczywistością.

Już tak niewiele potrzeba

W sieci krąży wiele memów motywacyjnych. Mają one różną wartość merytoryczną i praktyczną, przeważnie niestety niską. Dlaczego więc je tak chętnie udostępniamy? Po pierwsze dlatego, że sami głęboko w coś wierzymy i nie mamy w swoim otoczeniu kontrprzykładu, który by temu zaprzeczał (zasada "istnieje tylko to, co widzisz"), po drugie dlatego, że takie "bajki" chętnie są powielane przez otoczenie (konformizm wynikający z dowodu społecznego), po trzecie dlatego, że brak nam krytycznego spojrzenia (postrzegamy sceptycyzm naukowy jako zło).
Jednym z takich bardziej popularnych memów jest "nie poddawaj się, nigdy nie wiesz jak blisko jesteś celu". No niby warto być konsekwentnym, ludzie konsekwentni odnoszą sukcesy. Rzecz w tym, że konsekwencja, a ślepy upór, to dwie różne rzeczy.

Z własnego doświadczenia wiem

Nikt nie ma chyba wątpliwości, że zdobywamy doświadczenie po to, by zaprocentowało ono kiedyś w przyszłości i przyniosło nam jakieś wymierne korzyści. Jesteśmy dumni, gdy coś zadziała i przynosi zamierzone efekty. Uczymy się wystrzegać rzeczy, które nie działają i przynoszą efekty niepożądane. To tyle teorii, a jak wygląda praktyka?

Mit samozatrudnienia

Prasa chętnie podchwytuje tzw. historie sukcesu osób, które zdecydowały się na prowadzenie własnej działalności gospodarczej i podkreśla liczne korzyści jakie z tego wynikają. Czytamy zatem o tym, jak to cudownie jest samemu dysponować własnym czasem, samemu organizować sobie biuro, samemu dobierać sobie współpracowników i klientów, mieć lepsze zarobki, no i co najważniejsze, raz na zawsze pozbyć się tego "znienawidzonego" szefa i wyjść z tego korporacyjnego "mordoru". Brzmi to bardzo atrakcyjnie i rozpala wyobraźnie. Pytanie tylko jak wygląda rzeczywistość...

Jak sprawdzić, czy związek przetrwa?

Sukces w związku. Jak go osiągnąć? Czy ten związek przetrwa? Chcemy wiedzieć jaka jest jego przyszłość. Często na ten temat rozmawiamy, czytamy, a niejednokrotnie sięgamy po rady ekspertów.
Jak sprawdzić, czy Twój związek przetrwa? Pewnie Ci się wydaje, że odpowiedź na to pytanie jest bardzo złożona, że należy tu wziąć pod uwagę bardzo dużo czynników i najlepiej z odpowiedzią na to pytanie poradziłby sobie pewnie jakiś specjalista.

Ty też

W życiu jest tak, że często zmieniamy zdanie, zmieniamy zachowanie i z czasem patrzymy na różne sprawy z innej perspektywy. Jest to jak najbardziej uprawnione zachowanie, zwłaszcza w przypadku dostępności nowych danych (informacji), które wskazują najzwyczajniej w świecie, że przez większość naszego życia żyliśmy w błędzie. Przyznanie się do błędu nie należy do rzeczy łatwych, a świadomość, że powielało się "niesprawdzone informacje" nie jest żadnym powodem do dumy, ale lepiej coś w swoich poglądach zmienić, niż przez resztę życia żyć w "mroku".

Szczęście

Zwykle, gdy mówimy o szczęściu, mamy w głowie jakąś tajemniczą, nienamacalną moc, która jednym jest dana, a drugim nie. Okazuje się jednak, że na szczęście mamy wpływ i da się je zbadać stosując rzetelne metody naukowe. Richard Wiseman, profesor Uniwersytetu w Hertfordshire, takie badania przeprowadził, a ich podsumowaniem są "cztery prawa szczęścia i dwanaście reguł szczęścia".

Statystycznie ja i mój pies mamy po trzy nogi

Żyjemy w świecie, w którym non-stop zalewani jesteśmy wszelkiego rodzaju informacją, część z tej informacji jest wartościowa, a część ma na celu opróżnić nasz portfel albo wykorzystać nas do realizacji czyichś prywatnych interesów
To, czy staniemy się orędownikami kaganka oświaty, czy też będziemy się publicznie kompromitować promując nieprawdziwe idee w dużej mierze zależy od naszej umiejętności wyłapywania "podejrzanych" treści. Te "podejrzane" treści, to nic innego jak błędy poznawcze, które serwują nam inni albo które serwuje nam nasz własny umysł pragnąc z całych sił, by świat był taki, jaki chcemy, choć w rzeczywistości rzadko kiedy tak jest.

To jest takie nieprofesjonalne

Teraz jest taka moda na wszystko co jest PROfesjonalne. Chcemy być profesjonalni i mieć profesjonalną obsługę. Słowo PRO jest w nazwach produktów itp. itd. Trochę bardziej rozczarowujące jest sprawdzenie znaczenie tego słowa i to dotyczy zarówno języka polskiego jak i powszechnie w tym przypadku używanego języka angielskiego. W obu przypadkach pochodzenie słowa profesjonalny jest od słowa "profesja", czyli zawód. Krótko mówiąc żeby być profesjonalistą trzeba na czymś zarabiać, a amatorem się jest wtedy, kiedy się na czymś nie zarabia.
Tyle jeżeli chodzi o definicje słownikowe. O wiele ciekawsze jest natomiast dlaczego coś określamy jako nieprofesjonalne. W moim przekonaniu najczęściej mamy do czynienia z dwiema sytuacjami, w których posiłkujemy się takim określeniem.

Przytłoczony

"Jak skutecznie podłożyć sobie nogę" część ósma i zarazem ostatnia - czyli o byciu przytłoczonym albo przytłaczającym.
Czasami bardzo nam na czymś albo na kimś zależy, wtedy włącza się w nas tzw. nadgorliwość. Chcemy dobrze i żeby się udało, więc wkręcamy się w temat i mamy tysiąc pomysłów na minutę. Chcemy się pokazać, że tacy jesteśmy fajni i w ogóle i wpadamy w niekończący się monolog....

Negatywni ludzie

Zbliżamy się do końca cyklu "jak skutecznie podłożyć sobie nogę". Dziś o naszym zamiłowaniu do bycia negatywnym.
Pewnie spodziewacie się, że będzie o kimś w stylu holywoodzkich czarnych charakterów, którzy są bezwzględni, wyrachowani, okrutni i wywołują silne, intensywne emocje, głównie oburzenia i gniewu. Nic z tego.

Ulepszanie

Ulepszanie , to kolejna technika, która często bywa wykorzystywana do "podkładania sobie nogi".
Lubimy gdy coś staje się jeszcze bardziej wycackane, wymuskane i poprostu idealne. Takie podejście samo w sobie jest całkiem w porządku i na ogólnym poziomie powoduje, że mamy coś takiego jak postęp cywylizacyjny. Ruch postępowy jest jednak ruchem w kierunku jakiegoś zamierzonego wcześniej celu, a "ulepszanie" nie zawsze jest z tym tożsame.

Jestem na tak

Tytuł może być delikatnie mylący, ale wbrew pozorom "bycie na tak" może być również "skuteczną techniką podkładania sobie nogi". Zapraszam zatem do części piątej mojego cyklu.
Co właściwie złego może być w takim zachowaniu? Jestem miły, uśmiechnięty, zgadzam się na propozycje innych i bezpiecznie sobie podążam. Nie jestem negatywny, nikogo nie urażę, wszyscy będą mnie lubili i będą szczęśliwi.

Karuzela

W poprzedniej części czyklu "Jak skutecznie podłożyć sobie nogę" wspominałem już o krążeniu w koło tematu, tym razem czas na coś bardziej zaawansowanego, czyli "kręcenie się w kółko".
Lubimy sobie czasem poowijać w bawełnę zamiast wprost powiedzieć o co nam chodzi.

Ploty

"Jak skutecznie podłożyć sobie nogę" część druga - "ploty".
Spotykamy dawno niewidzianą przyjaciółkę i zaczyna się - "kochana musimy się koniecznie zobaczyć", "koniecznie", "tak, tak" i tak przez kolejne 15 minut, ale wciąż nic nie zostało zrobione, by owo "konieczne spotkanie" mogło dojść do skutku. Gdzieś krążymy wokół tematu, ale zdaje się nikt nie jest zainteresowany wzięciem odpowiedzialności za realizację tego spotkania.

Wożenie się

Dziś pierwszy odcinek cyklu "jak skutecznie podłożyć sobie nogę", a w nim o tym jak przyjemnie jest nie brać odpowiedzialności - w życiu osobistym, w pracy i w coachingu.
Lubimy sobie przyjemnie za kimś podążać, ktoś wyznacza kierunek, my z uśmiechem akceptujemy i "idziemy do przodu", a przynajmniej tak nam się wydaje. Lubimy to, bo jak będzie coś nie tak, to przecież nie jest nasza wina, my po prostu "dostosowaliśmy się do grupy".

Historia

Historia

Historia jakich wiele - o młodej dziewczynie, która odkryła ścieżkę samorozwoju i postanowiła nią podążać.
Dziewczyna postanawia zrobić coś nowego, o czym zawsze myślała - "to nie ja" i wybiera się na warsztaty pełne profesjonalistów.
Dziewczyna jakich wiele - nieśmiała, przerażona tym, co inni o niej powiedzą, co o niej pomyślą, jak zareagują na to, że brak jej profesjonalnego sprzętu, wyglądu, zachowania i tego, że zupełnie się tu na niczym nie zna.
Warsztaty okazują się interesującym doświadczeniem, ludzie przyjaźnie nastawieni, zaangażowani w realizację i rozwój swojej pasji.

Wiem na czym polega mój problem

Dziś kilka słów o tak zwanej "autodiagnozie", czyli postawie typu "ja wiem na czym polega mój problem".
W moim przekonaniu ta postawa jest naturalną konsewnencją potrzeby kontroli i potrzeby poczucia bezpieczeństwa. Wszystko w myśl zasady - "To, co znane jest bezpieczne, bo jest znane. Zrobię więc wszystko by mieć poczucie, że wszystko jest pod kontrolą, nawet jeżeli, to niczego w moim życiu nie zmieni".

Konsumuj teraz, płać później

Wielu znanych i, bardziej lub mniej, lubianych trenerów promuje zasadę: weź kredyt na to szkolenia, na którym nauczysz się, jak szybko się wzbogacić. O kredycie to w ogóle zapomnij, bo z taką kasą, to nie dość, że spłacisz go bez trudności, to jeszcze kupisz sobie Mercedesa. Właściwie to nie jest kredyt, to inwestycja. Od razu pojawiają się przyjemne myśli o Mercedesie i całej masie innych rzeczy, które sobie zafundujemy za te pieniądze, które popłyną strumieniem prosto do naszej kieszeni w trakcie, gdy my będziemy się relaksować na Malediwach.

Torebka (nie)pewności siebie

Torebka

Podróże kształcą. Poznając odległe społeczeństwa i kultury, ciągle coś odkrywam i się czegoś uczę. Im społeczeństwo bogatsze, tym większe skoncentrowanie na karierze, na sobie samym i mniejsza obecność. Rywalizacja i porównywanie się do innych pojawia się już w przedszkolu, np. o to kto ma fajniejsze zabawki. Rozwija się ją w szkole, gdzie zamiast współpracy uczy się podziałów na lepszych i gorszych. A jak wiadomo dzieci najlepiej uczą się od dorosłych, czyli od nas. I tu właśnie pojawia się tytułowa torebka, koniecznie droga i żeby logo znanego producenta było duże, błyszczące i widoczne.

Ziarnko do ziarnka

Nie, nie będzie o odkładaniu pieniędzy. Nie tylko pieniądze pieczołowicie odkładamy (okey, niektórzy pieniędzy nie odkładają, bo liczą na ZUS). To, co dużo częściej zdarza się nam odkładać, to swoje niezadowolenie, nie chcemy być negatywni, a tym bardziej małostkowi, to zbieramy. Pani w kasie nie miała wydać grosika, nie jesteśmy z tego zadowoleni, ale to przecież tylko grosik. Koleżanka zalega kolejny raz ze zwrotem złotóweczki już drugi tydzień, ale bez przesady, to tylko złotówka, kto by się tam upominał o takie drobiazgi. W pracy kolejne spotkanie o tym samym, bo z ostatniego nikt nie zrobił minutek, okey, w końcu za to mi płacą. I tak nie będąc "małostkowym" zbieramy ziarnko do ziarnka, żeby potem eksplodować przy kolejnej byle głupocie i zupełnie nie rozumiemy dlaczego inni twierdzą, że przesadzamy. Przecież to nie jest wybuch za tę małą głupotę, tylko za tę pełną miarkę.
A gdyby tak jednak nie kisić ogórków i zamiast odkładać swoje niezadowolenie na potem, wyrażać je stosownie do jego poziomu na bieżąco? Wtedy nasze zamiłowanie do chomikowania moglibyśmy wykorzystać do czegoś innego, np. do odkładania pieniędzy.

Nie ma drugiego dna

Szkoła nauczyła nas, że za każdą metaforą kryje się jakieś przesłanie, jakaś myśl, którą autor ubrał w piękne słowa by nadać jej bardziej poetycki charakter. Słysząc metaforę, chcemy znaleźć jakiś podtekst, doszukujemy się jej znaczenia, zastanawiamy, analizujemy, porównujemy, szukamy drugiego dna. Często ulegamy iluzji, że coś rozumiemy, że wiemy o co chodzi. Moim zdaniem jednak najlepiej pasuje tu określenie używane przez mojego znajomego - przeintelektualizowujemy...